Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felietony i refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felietony i refleksje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 czerwca 2011

Kontaktujesz?

            Szkło kontaktowe, które sześć lat temu pojawiło się na antenie TVN24 trafiło wtedy w dobry czas. Społeczeństwo polskie potrzebowało najwidoczniej takiego programu. Publicystyka przebrana w mundurek rozrywki – niby zabawnie, choć nadal dość sztywno. Jednak jest coś w tym programie, co pociąga i przyciąga tłumy widzów niemal codziennie o 22. Niewątpliwie wpływ na to zjawisko mają charyzmatyczne osobowości dziennikarzy-prowadzących. Chociaż flegmatyzm Grzegorza Miecugowa i kamienny spokój Tomasza Sianeckiego na pierwszy rzut oka z charyzmą kojarzyć się nie powinny… Wydania weekendowe prowadzą Wojciech Zimiński i Grzegorz Markowski. Jednak moim zdaniem największym atutem, pieszczotliwie nazywanego przez fanów, Szkiełka, jest wychwytywanie absurdów dnia codziennego, szczególnie z „wielkiego” świata polityki.
            Formuła programu jest prosta, mimo że samo Szkło proste dla prowadzących być nie musi, skoro jest to program na żywo, w którym wszystko może się wydarzyć. Trwa godzinę (łącznie z reklamami) i podzielony jest na trzy oddzielone od siebie, choć podobne części. Prowadzący rozmawia z zaproszonym gościem w studiu. Panowie w czarnych fotelach, nóżka na nóżkę, spokój, luz i opanowanie. Nieco pstrokata scenografia nie zaburza jednak uwagi. Dwóch rozmówców komentuje wydarzenia dnia. Powolna, czasem nieco ospała pogawędka przerywana obrazkami. Genialne w swej prostocie.  Być może ta ich rozmowa czasem tak się „ślimaczy”, aby każdy widz „zakontaktował” o co chodzi? Zdaje się idealne dla widza w starszym wieku, dla którego szybkość mediów może być tematem obcym.
Z pewnością  jednak to cały sztab ludzi pracuje, by wyłowić wszystkie „smaczki”, które się w ciągu dwudziestu czterech godzin wydarzyły. I jest to widzom w postaci króciutkich filmików prezentowane. Następuje po nim stosowny komentarz prowadzącego lub gościa. Przez cały czas trwania magazynu, można zapoznać się też ze zdaniem innych osób, które Szkiełko oglądają. SMS-y wyświetlane są na czerwonym pasku u dołu ekranu, a od czasu do czasu pojawia się jakiś telefon. Może być zabawnie lub denerwująco. Bywa śmieszno-groźnie, gdy oskarża się TVN i siedzących w wygodnych fotelach dziennikarzy o całe zło świata. Ktoś obrazi Platformę, ktoś wyśmieje PiS, a jeszcze inny udawać będzie bezstronnego i obiektywnego. I jak tu nie dostrzec tego uroku?
Osobiście nie przepadam jednak za prowadzącym Tomaszem Sianeckim, który sprawia wrażenie osoby zbyt pewnej siebie i zarozumiałej. Nie ujmuję mu przez to wiedzy czy inteligencji. Mogę się mylić, ale jego mimika zdradza czasem znudzenie, zażenowanie lub podirytowanie telefonami od widzów. Nieprzyjemnie się na to patrzy. Pamiętam pewien odcinek, gdy Szkło Kontaktowe otrzymało Telekamerę od widzów. Grzegorz Miecugow, który był wówczas prowadzącym, wszelkie telefoniczne gratulacje zbywał pół-uśmiechem, siedząc napuszony jak paw, z wyrazem twarzy „Przecież nam się należało!”. Trzeba jednak całkiem wyraźnie powiedzieć, że udało im się zrobić kawał dobrej roboty i mają być z czego zadowoleni i dumni. Zapraszani do programu goście potrafią zaskakiwać pomysłowością i poczuciem humoru. Celne komentarze prezentuje na przykład Artur Andrus – artysta kabaretowy, dziennikarz i konferansjer, nie omieszkując włączyć w nie krztyny poezji i „pieprzu”.
            Szkło pozwala na integrację mediów z widzem. Niektórzy potraktowali je jako sposób na odreagowanie własnych frustracji, no i przede wszystkim: znaleźli się na antenie! Czasem warto obejrzeć dany odcinek dla pewnych telefonów lub SMS-ów. Widz Szkiełka to często bystry obserwator. A do tego odważny. Nie boi się wyrazić swojego zdania, choćby nawet nie miał racji. (Chociaż zwykle jest pewna nobilitacja dla wypowiedzi pojawiających się w mediach…). Ciekawe głosy widzów zebrali główni prowadzący programu w swojej książce Kontaktowi, czyli szklarze bez kitu. Z pokorą przyznają, że nieraz te krótkie zdania przewyższają własną ich pomysłowość. I tak oto wyróżnili: „Są rzeczy, o których się nie śniło filozofom, a większość z nich jest w Polsce”, „Gdy słucham polityków, czuję się jak Zidane, ale przecież nie przywalę we własne TV!” Przyznaję, że to celna i ostra satyra na naszą (chyba jednak nie tak szarą) rzeczywistość.  Lubię od czasu do czasu Szkiełko pooglądać, choć przyznaję, że kiedyś magazyn ten podobał mi się bardziej. Być może powoli wyczerpuje się jego formuła. Słupki oglądalności nieco spadły, choć nadal jest to najchętniej oglądany program TVN24.
Nierzadko program traci bowiem swoją płynność i swój rytm, mówiąc kolokwialnie, „wieje w nim nudą”. Ratunkiem okazują się wtedy często jakieś głosy widzów, które sprytni dziennikarze z ochotą, ale też rozwagą, podchwytują. Celna, błyskotliwa riposta i program „kręci się” dalej. Oczywiście, im „weselszy” program, tym kondycja polskiej polityki musi być słabsza. Aby było, co komentować, muszą bowiem w ciągu dnia wydarzyć się zabawne, a czasem jedynie żenujące „wpadki”. Podejrzewam, że pojawienie się polityków w Szkiełku, to też ich sposób, by nie przestało się o nich (jakkolwiek) mówić. Więc może dobrze, że coraz częściej dostrzegam w Szkle tendencję, jaką jeden z prowadzących mógłby podsumować słowami ze skeczu Macieja Stuhra:  „Siedzimy, gadamy, nic się nie dzieje… nuda… przerwa jaka, czy co… gadamy… cały czas gadamy… o niczym… ale bardzo przyjemnie jest…”

czwartek, 17 marca 2011

O koncercie Indios Bravos słów kilka

   Odkąd zasmakowałam w kojąco-kołyszącej i energetycznej muzyce Indiosów, pragnęłam zobaczyć zespół na żywo. Okazja nadarzyła się kilka dni temu w Olsztynie. Zespół zagrał w Nowym Andergrancie i całkowicie porwał zebraną tam publiczność.

Andergrant 12.03.2011
    Nie obyło się jednak bez wpadek. Koncert rozpoczął się z około godzinnym opóźnieniem. Rozczarowane i podpite małolaty nie próbowały ukryć swojego rozżalenia i złości za owo przesunięcie. Przekleństwami sypały jak z rękawa. Aż uszy więdły. – Zaraz sobie pójdę! Niech mi zwrócą kasę za bilety, k…, no! – odgrażały się bełkocząc już nieco niewyraźnie i wymachując piwem na wszystkie strony. Poczułam się wtedy na takie imprezy już przystara. Miałam nadzieję, że muzyka Indiosów nastraja jednak pozytywnie. A tu taka (słowna) agresja!

    Na szczęście Piotr Gutkowski szybko kupił andergrantową widownię. Już pierwsze dźwięki nastroiły klub dobrą energią. Minusem było słabe nagłośnienie na wokal. Momentami lepiej słychać było piejąco-wrzeszczący tłum niż aksamitny głos Gutka. Ale i tak wszyscy doskonale się bawili. Zespół zrekompensował swoje opóźnienie długim i świetnym koncertem. Zabawne momenty? Gdy wokalista zapomniał słów w jednej z piosenek, a cała sala ruszyła mu z pomocą, za co on serdecznie potem podziękował. Ponadto na krótki przerywnik i rzucone przez Piotra Banacha hasło „Kortowiada” widownia zawyła kilka razy – Kortowiada aija ija oooo! No i się wtedy zdziwili. Ale najciekawszym punktem koncertu była, jak dla mnie, solówka perkusji, do której dołączył się wspomniany już przeze mnie Piotr Banach. Gorący jakby afrykański rytm i energia. Coś niesamowitego i zasłużone gromkie brawa. 

     Zabawa była, mimo tych drobnych niedogodności, świetna, a na pamiątkę zostaną wspomnienia i kilka zdjęć. Na kolejny koncert też się chętnie wybiorę...

koncert 12.03.2011

Andergrant 12.03.2011



poniedziałek, 24 stycznia 2011

Fora internetowe - czyli polskie piekiełko

Serwisy plotkarskie wyrosły jak grzyby po deszczu. Internauci kochają komentować.  Niezależnie od tego, czego dotyczy dany temat i tak znajdzie się osoba, która zmiesza głównego bohatera tekstu z błotem. Niejedna nawet.  

Psychologiem nie jestem, nie znam odpowiedzi na pytanie czy Polacy leczą tak własne kompleksy, wyładowują frustracje, czy po prostu dobrze się przy tym bawią. Faktem jest natomiast, że wypowiedzi są coraz bardziej wulgarne, przesiąknięte jadem i zawziętością, z marną możliwością merytorycznej dyskusji. Jest to zwykłe plotkowanie. Dzieje się tak nie tylko w specjalnie stworzonych do tego miejscach - serwisach plotkarskich - ale właściwie pod niemal każdym artykułem zamieszczonym w internecie, który stwarza możliwość interakcji.

Kinga Dunin próbuje udowodnić, że plotka może być pożyteczna. Jednak ludzie zapomnieli jak się powinni z nią obchodzić.
Plotki nie muszą być złośliwe, ich prawdziwa i pożyteczna rola polega na wietrzeniu tego, o czym sami niechętnie mówimy. Tworzą więź społeczną, rozwijają umiejętność psychologicznej analizy, czasem wzmagają empatię, a czasem są narzędziem kontroli społecznej. Dzięki plotkowaniu życie towarzyskie staje się głębsze, bogatsze w szczegóły, nabiera rumieńców.
Jednak autorka sprzeciwia się serwisom plotkarskim. Tego typu plotkowanie ocenia jako prymitywne i niezdrowe: ludzie zamiast, co byłoby słuszne i twórcze, zająć się życiem małżeńskim i erotycznym przyjaciółki albo analizowaniem charakteru sąsiada, zajmują się jakimiś dodami i marną namiastką życiowych sekretów przygotowywaną przez tabloidy i inne pudelki [Pochwała plotki, „Wysokie Obcasy”, 2008]. Zwraca więc też uwagę na tendencję do zmyślania historii przez serwisy plotkarskie. Większość z nich jest po prostu wyssanych z palca. Rozmyślnie dodane zdjęcia, trafny podpis i już sypie się lawina komentarzy i krytyki. Jasne jest, że ma to być prowokacja, na którą internauci bardzo chętnie się łapią. O to w tym biznesie chodzi.

„Prawdziwa gwiazda” nie musi nic robić, żeby zaistnieć w serwisie plotkarskim. Wystarczy, że pokaże się smutna, nieumalowana, czy zmęczona – zaraz w internecie znajdzie się do tego stosowny, zjadliwy komentarz. Serwisy plotkarskie nie szczędzą ostrych słów, jednak jest to tylko niewielki procent tego, co potrafią użytkownicy tabloidowych stron.  Za agresję w sieci odpowiada złudzenie anonimowości. Ludzie przestają krępować się ograniczeniami, konwencjami i konwenansami. Czują się bezkarni. Już samo poczucie anonimowości wystarcza, by mijały wszelkie zahamowania, a rosnąca frustracja prowadzi do agresji.

Piotr Stasiak uznaje, że w Polsce najdoskonalsze narzędzie komunikacji – Internet – zamieniło się w medium frustratów, ociekające jadem, zazdrością i wulgaryzmami. Mimo iż istnieje coś na kształt cenzury w sieci – oględnie nazywanej moderacją – to jednak i tak Internet jest największym zbiorem informacji i komentarzy balansujących na granicy prawa. Uznawany jest więc za medium najbardziej demokratyczne – każdy pisze to, co chce.  I co się okazuje? Wyłania się z komentarzy (nie tylko w serwisach plotkarskich, ale też na różnorodnych internetowych forach) wizja człowieka zaślepionego, zjadliwego, zawistnego, który nie ma szacunku do kogokolwiek i czegokolwiek, kipi złością, nienawiścią i brakiem tolerancji. To smutne. Jeszcze gorsze wydaje się być to, że podobny ton wypowiedzi, to polska specyfika, co udowadniają badania. Być może jesteśmy bardziej sfrustrowanym i rozgoryczonym narodem, nie potrafiącym cieszyć się z cudzych sukcesów. Być może…[1]

Jak to wygląda w praktyce? Serwisy plotkarskie obfitują w wydarzenia prywatne celebrytów. Niekoniecznie prawdziwe. Im bardziej sensacyjne i skandaliczne wydarzenie, tym lepiej. Nie zostawia się na takiej gwieździe suchej nitki. Co ciekawe nie zawsze jest o czym pisać, więc wydarzeniem może stać się szara codzienność: wizyta w Mc Donaldzie (Najlepiej, by to była „nieanorektyczna” gwiazda, wtedy można ją wyśmiać za obżarstwo i tłusty wygląd), robienie zakupów, spacer z dziećmi (np. z komentarzem, że Pan X lub Pani Y w końcu znalazła czas dla swoich najbliższych.. a biedne dzieci w końcu mogą sobie przypomnieć jak wyglądają ich rodzice itd. itp.). Najważniejsze jest kolorowe zdjęcie – odpowiednie ujęcie i zbliżenie, pod nim znajdujemy chwytliwy i prowokacyjny tytuł wyróżniony kolorem i wykrzyknikami. To przykuwa uwagę. Sam „artykuł” jest na ogół krótki i prosty. Ale tu nie chodzi ani o jego elokwentną treść, ani jakość.


Oto przykłady nagłówków i komentarzy do nich (Pisownia oryginalna):

Mucha wraca do "M jak miłość"!

                                              źródło:http://www.pudelek.pl/artykul/29921/mucha_wraca_do_m_jak_milosc/

-znowu ona!!!! juz mam jej dosyc jak jej sie nie uklada to pcha sie z powrotem do m jak milosc bez niej ten serial jest o wiele ciekawszy!
-nie wracaj paskudo !!!!
-beztalencie ochydne wont z telewizji 


Liszowska jest W CIĄŻY?!


  źródło:  http://www.pudelek.pl/artykul/29926/liszowska_jest_w_ciazy/

-jej dzieci beda straasznie brzydkie nie zazdroszcze
-KRZYWE ZĘBY , NADWAGA, DOCZEPIANE KUDŁY I TIPSY
-czyli znów będzie wyglądać jak szafa 3-drzwiowa

 

Britney w świetnej formie! (ZNOWU ŁADNA?)


                                            źródło: http://www.pudelek.pl/artykul/29841/britney_w_swietnej_formie_znowu_ladna/

-Szyja i kark jak u fceta. A poza tym wygląda przecietnie, zeby nie powiedzieć nieciekawie. Szczególnie te tłuste włosy.
-ona nigdy nie jest w formie :) jest paskudna i oblesna !!!!!
-ładna ? twarz opuchnięta, farbowane i suche włosy, blada jak ściana, gruba, z krótkimi nogami, czy to jest ładna osoba ? Na dodatek ubrana jak kloszard.

Wypowiedzi takie łagodzą najprawdopodobniej napięcia i frustracje, że komuś się udało. Nikt nam nie każe wszystkich lubić, jednak obrażanie też konieczne do szczęścia, moim zdaniem, nie jest.

Oto próbka pozytywnych komentarzy (bo takie wbrew pozorom też się zdarzają):

Piękna Natasza Urbańska w bieli

                                              źródło: http://www.plejada.pl/17,43053,news,1,1,piekna-natasza-urbanska-w-bieli,artykul.html

-Natasza jest wporzo. 
-Super dziewczyna pełna gracji i elegancji :) 

Doda w kreacji Zienia (ŁADNA?)

                                                       źródło: http://www.pudelek.pl/artykul/29913/doda_w_kreacji_zienia_ladna/

-wyglądała zjawiskowo...
-nie lubię jej, ale w tej sukience świetnie wygląda :)
-Nareszcie z klasą.
-W końcu pokazała jaka jest ładna...gdyby jeszcze tą kurtke zdjeła to by była naprawde zjawiskowa ;D

Pozytywny aspekt plotki? Podobno plotkowanie jest tym, co naprawdę odróżnia nas od zwierząt i czyni nas ludźmi. Twierdzi tak dr Nicholas Emler z University of Surrey. Umożliwia nam również zdobywanie informacji o ludziach, których nigdy nie spotkaliśmy[2]. Chociaż przeglądając i zagłębiając się w serwisy plotkarskie,  często pełne jadu i nienawiści, można się zastanowić, czy nie lepiej jednak być zwierzęciem…



[1]  P. Stasiak, Ch@amowo, Polityka, 2008.
[2] www.racjonalista.pl  [dost.4.01.2010]

wtorek, 11 stycznia 2011

Młodym być

Młodości! dodaj mi skrzydła! Pisał Mickiewicz, a parafrazując sens utworu Kochanowskiego rozwinąć można: nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz!

            Człowiek to takie paradoksalne zwierzę, które dopóki jest dzieckiem, pragnie szybko dorosnąć, a gdy dorośnie ma nadzieję, że czas się zatrzyma lub jeszcze więcej – cofnie. Dziecko bardzo często chce wskoczyć błyskawicznie w świat dorosłych, wyrwać się z konwenansów, z wszystkich „musisz”, „zapytaj o zgodę”, „poczekaj aż dorośniesz”, „jesteś na to za mały”. Świat, do którego tęskni, jawi mu się jako pełen przyjemności i luzu. Litania pomysłów: „co zrobię, gdy dorosnę”, jest niewyczerpana.
            Gdy dziecko faktycznie dorasta – zdaje mu się nagle, że czas biegnie z górki. Szybko i nieubłaganie. Za szybko. Okazuje się, że droga do wymarzonych niegdyś celów nie jest wcale usłana różami, a wręcz przeciwnie, jest kręta, wyboista, wymagająca wielu wyrzeczeń i przede wszystkim długa. Zanim się ktokolwiek spostrzeże, już pojawiają się na twarzy pierwsze zmarszczki, a poczucie, że mogło się więcej i lepiej, bywa nie do zniesienia.
            Jednak jeśli nie jesteśmy Krzysztofem Ibiszem, który niewątpliwie odkrył źródło wiecznej młodości, musimy pogodzić się z naturalnym biegiem lat i naszą biologią. Tylko jak tego dokonać, gdy społeczeństwo i media wymuszają na nas bycie ciągle pięknym i młodym? 

                                                                                                                                                źródło:internet

            Środowisko akademickie (przynajmniej w Polsce, np. w Niemczech wygląda to już inaczej) stawia na młodość i witalność. Ludzie starsi spychani są do „gett” Uniwersytetów Trzeciego Wieku. Można by się zastanawiać, czy im to służy. Być może wśród swoich rówieśników czują się lepiej, nie krępują się, są bardziej otwarci, mają swoje tempo nauki… Młodych pęd do wiedzy i wyścig szczurów: byle być lepszym, byle się wybić, byle dostać od razu po studiach świetną pracę, mógłby przecież ich zniechęcić i przerazić. Ale przecież niekoniecznie. Jedna generacja mogłaby się od drugiej w takim codziennym kontakcie wiele nauczyć.
            Szkoły artystyczne (aktorskie) ograniczają wiek, do którego można zdawać egzaminy (np. w Akademii Teatralnej w Warszawie do 22 roku życia). Jakby po n-tych urodzinach nie można już było się czegoś w tym zakresie nauczyć. Dziwne to i niepokojące. Co prawda da się to ominąć, jednakże  przypadków, w których do takiej szkoły dostaje się osoba po 25 roku życia jest niewiele. Szczególnie jeśli jest to kobieta.
            Na młodość stawiają media. W świetle fleszy trzeba wyglądać nienagannie. Dlatego też prezenterzy i prezenterki, aktorzy i aktorki, i inni ludzie związani z branżą, młodnieją i pięknieją w oczach... Tu dziennikarka TVN - Jolanta Pieńkowska. Kwitnąca.

                                                                                                                                               źródło: internet
Można domniemywać czy jest to zasługa jedynie zdrowego trybu życia, czy jeszcze czegoś innego...            

Młodości szukają pracodawcy. Często ograniczają wiek osoby, która może się ubiegać o dane stanowisko. Obawiam się, że niedługo dojdzie do absurdu typu:

Szukam pracownika do lat 25
Wymagania:
Wyższe wykształcenie
10 letnie doświadczenie na podobnym stanowisku
Znajomość przynajmniej 3 języków obcych w stopniu bardzo dobrym
Samodzielność w realizacji celów
Rzetelność, pracowitość, zaangażowanie
Wysoka kreatywność
Biegła znajomość obsługi MC Office
Umiejętność pracy w zespole
Energia…

Oczywiście, trochę koloryzuję. Ale jak tu nie (z)wariować?!

wtorek, 7 grudnia 2010

Zimowa moda

Panie i Panowie! Powiedzenie, żeby kogoś nie słuchać, bo  będzie się zimą w sandałach chodziło, traci rację bytu.  

W butach owych zimą chodzić można, ba, nawet należy! (sic!) Dowiedziałam się o tym wczoraj z krótkiego artykuliku i uprzejmie donoszę. W razie, gdyby ktoś przegapił.

A jeśli znudziły Ci się zimowe buty - wyciągnij z dna szafy sandały na platformie i załóż je do ciepłych rajstop i zakolanówek. Sandały do rajstop? To już nie obciach, ale absolutny „must-have” tego sezonu.

Dla zainteresowanych całość można przeczytać tutaj: 



Rozbroiło mnie podejście do tematu. Przypomniałam sobie niedawne siarczyste mrozy i zatrzęsłam się na samo wspomnienie. Chciałabym zobaczyć autorkę, jak przedziera się w sandałkach i modnych ubrankach poprzez zaspy, śnieg i błoto, lub czeka na autobus (który przyjeżdża z wielkim opóźnieniem, bo zima jak zwykle zaskakuje drogowców…). Byłby to pyszny widok. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że Pani ta nigdzie pieszo nie chadza, a się wozi, tudzież wożona jest. 
I zima jej niestraszna!




Osobiście w mroźne miesiące preferuję wzgardzone przez tę Panią dżinsy, ale nikogo nie namawiam. Spódnice, sukienki polary, swetry, bluzy, bluzki – wkładajcie do woli. Przy bardzo minusowych temperaturach polecam jednak ubieranie się „na cebulkę”. Ślepe podążanie za modą zawsze przynosi więcej szkody niż pożytku. Nie zapominajmy o czapach, szalikach i ciepłym obuwiu. Tak jest praktycznie i zdrowo (ściągamy warstwy, gdy za ciepło i już!)

I nie sądzę, by to zagrażało naszej kobiecości… Męskości zresztą też nie.

czwartek, 2 grudnia 2010

Sztywne ramy kobiecości


Kiedyś samo słowo „kobieta” miało wydźwięk pejoratywny. Kim najczęściej była? - Rodzącą zdrowych synów matką i służącą, eufemistycznie rzecz ujmując: strażniczką domowego ogniska. To mężczyzna miał łożyć na rodzinę, dbać o jej byt i bezpieczeństwo. Z męskością natomiast kojarzone były od zawsze silne cechy charakteru: odwaga, racjonalizm, odpowiedzialność czy sumienność… Ale przecież czasy się zmieniły, mamy równouprawnienie! Na pewno?  

Szkoła

Powinna uczyć otwartości i samodzielnego myślenia. Już w irytujących czytankach wpajane są stereotypowe obrazy podziału ról. Chłopcy wiecznie bawią się z tatusiami, a dziewczynki dotrzymują mamusiom towarzystwa w kuchni i przy różnorodnych pracach domowych. Przecież to niesprawiedliwe! Oczywiście wszyscy są szczęśliwi i uśmiechnięci. W końcu jest tak, jak być powinno. Radosna rodzinka – model dwa plus dwa (rodzice plus dzieci, koniecznie, obojga płci), w której każdy wypełnia przypisane im przez tradycję i kulturę role. Dziecięce lektury szkolne rzadko ukazują kobietę jako stronę aktywną, radzącą sobie samodzielnie z problemami, nadążającą za zmieniającym się światem. W świadomości utrwala się więc obraz kobiety jako istoty słabszej,która sama sobie nie poradzi w życiu. Trochę pomóc mogą własne poszukiwania. Silne dziewczynki pojawiają się np. u Astrid Lindgren (Pippi, czy Ronja - córka zbójnika, to charakterystyczne bohaterki, które pamiętam), jednak szkoły nie popularyzują specjalnie takiego wzorca. Późniejsze lata oferują natomiast naukę z niemal całkowitym pominięciem roli kobiety w historii, nauce, filozofii, polityce i społeczeństwie. Nic dziwnego, że tak trudno odeprzeć jest ataki, skoro kobiecość była i jest spychana na margines. Utrwalony obraz utrudnia nam odnalezienie swojej drogi, przekłada się to na życie dorosłe, a potrzeba dużo odwagi i silnej woli, by sprzeciwić się ogólnie przyjętemu status quo.

Media – reklamy

Lansowane są przede wszystkim dwie kwestie. Pierwsza to „czytankowa” Matka-Polka, opiekująca się dzieciątkami serwująca mężusiowi pyszny obiad. Zwykle jest nieskazitelnie ubrana i promiennie uśmiechnięta, wręcz rozanielona, że tak cudownie wywiązała się ze swej funkcji. Tu, dajmy na to, reklama zaczynająca się od słów: „Zrobię moim chłopcom niespodziankę” – kulinarną rzecz jasna. Nie twierdzę, że gotowanie dla swojej rodziny jest złe! Przeciwnie. Tylko dlaczego tak rzadko udziela się tu mężczyzna? Dlaczego promuje się nadal jedyny i słuszny podział ról i obowiązków? No tak, przecież mamy jeszcze drugi stereotyp: Kobieta-Wamp. Wabi i kusi swoim ciałem, wdziękiem i urodą. Jakby nic pod tą powłoką nie było. Piękno i tak nieodłącznie będzie się wiązało z kobiecością. Jednak trzeba podkreślać, że nie jest to nasz jedyny atut.

Społeczeństwo

Podobno świat się zmienia, stoi przed nami otworem. Jednak kobiety stale muszą walczyć o swoje miejsce w pracy,o awans, narażone są na złośliwe uwagi, niewybredne komentarze. Kwestia płciowości stale nam towarzyszy. W każdej niemal dziedzinie życia kobieta musi dużo bardziej się starać, udowadniać swoją wartość, wiarygodność, profesjonalizm. Feministki nie chcą być mężczyznami – jak to niektórzy błędnie i śmiesznie sugerują. Jednak świat jest tak urządzony, że można w jednej chwili kochać i nienawidzić tego, że jest się kobietą. Zygmunt Freud twierdził, że zazdrościmy mężczyznom penisów. Ale to nie ten znajdujący się między nogami narząd jest przecież najważniejszy. Co to ma być? Klucz do szczęścia? Zabawne! Kobiety radzą sobie i bez tego. Ważne, by miały głowę… ale na karku.
Nawet młodzi mężczyźni marzą czasem o świecie, w którym panowaliby, jak to niegdyś było, nad sytuacją, a panie byłyby bierne i podporządkowane. Winę ponoszą za to też, niestety, kobiety – matki, które nie potrafią wpoić synom innych przekonań. Przez to w wyobraźni chłopców roją się obrazy nadrzędnej roli wobec kobiety. Trzeba jednak wspomnieć o tym, że nie wszystkie panie chcą zmieniać świat. Odpowiada im patriarchalny model rodziny. Nie można ich za to potępiać. Jeśli jest to ich świadomy wybór i czują się w nim spełnione, to nie wolno im tego zabierać, ubliżać, i twierdzić, że takie życie jest gorsze, mniej ambitne, puste, etc. Wartościowanie jest nie na miejscu. Najważniejsza jest właśnie możliwość wyboru: Każdy ma prawo żyć tak, jak chce[*].

Na tym sprośnym świecie jest się czyjąś żoną albo czyjąś dziwką – albo na najlepszej drodze do stania się jedną czy drugą. A jeśli nie pasujesz do żadnej z tych kategorii, dają ci do zrozumienia, że coś jest z tobą nie w porządku” [„Świat według Garpa”, John Irwing].

Autor w imieniu bohaterki trafia w sedno. Nawet jeśli kobiecość nie ogranicza się do tych dwóch kwestii, to i tak stale jest w coś wpisywana, podporządkowywana lub szufladkowana. Wychylenie się poza określone ramy grozi ostracyzmem społecznym, a w najlepszym wypadku zdziwieniem i śmiechem. Bardzo często taka osoba, odbiegająca od „norm”, staje się „seksualnie podejrzana”. Szkoda. To kwestia wychowania. Dziewczynka ma być grzeczna, posłuszna, a wszelkie przejawy indywidualności (skakanie po drzewach, zabawa samochodzikami, piłka nożna) są zręcznie hamowane. To samo jednak można zauważyć, jeśli chodzi o wychowywanie dzieci płci męskiej. Osławione powiedzenie „chłopaki nie płaczą” nadal święci tryumfy. Jednakże i tak to mężczyzna częściej, bez istotnej szkody, może puścić wodze fantazji, by odnaleźć swoje miejsce w świecie i sposób na siebie. Ponadto od zawsze wpajana jest mu odwaga, a kobieta musi ją nieraz sama w sobie odnaleźć, wypracować, wykrzesać. Płeć żeńska nawet swoim ciałem nie może rządzić wedle swojego uznania, żeby nie wzbudzać kontrowersji. Także wygląd i ubiór musi wpasować w odpowiednie zasady i konwenanse. Mężczyzna teoretycznie również. Jednakże na jego niedoskonałości częściej przymyka się oko.
            Czytając niektóre książki dostrzegłam jeszcze jedną zależność. Jeśli kobieta dopuści się takiego samego złego czynu jak mężczyzna jest bardziej lub mniej świadomie przez autora piętnowana. Autorem takich publikacji często bywają mężczyźni. Przypadek? Możliwe, że tylko się czepiam.


[*] Pomijam fakt, że w niektórych krajach ludzie MUSZĄ żyć tak jak nakazują obyczaje, kultura i religia