Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 lipca 2012

Rezerwowe emocje

   Euroemocje co prawda już za nami, ale przed nami emocje wakacyjne. A jeśli już o wakacje chodzi, to jest to dobry moment na "nadrabianie" kulturalnych zaległości. Jedną z letnich propozycji był zatem spektakl muzyczny "Ławka rezerwowych", szumnie zapowiadany jako kulturalna odpowiedź na Euro 2012. Spektakl bawił, owszem, ale tylko przez chwilę, podobnie jak nasza reprezentacja podczas mistrzostw...

Zdjęcie: Internet


    Znane z seriali telewizyjnych nazwiska przyciągnęły do olsztyńskiego amfiteatru tłumy. "Na Damięckiego!", "Na przystojnych aktorów!", "Na miły wieczór" - to były główne motywy, dla których publiczność tak ochoczo zajęła niemal wszystkie miejsca.

   Bohaterów przedstawienia oglądamy na dzień przed meczem z Czechami - meczem, który rozwiał nasze futbolowe nadzieje podczas Euro. Jest ich pięciu - zagrzewają polską reprezentację do walki, choć sami grzeją jedynie ławkę rezerwowych. Każdy z nich chciałby zagrać mecz życia i wyjść na boisko, ale nie jest to im pisane. Piłkarzy rezerwowych podglądamy więc w sytuacjach prywatnych, niemal intymnych. Powoli odkrywamy ich sekrety i wnętrza. Początkowo jest zabawnie, by po chwili lekki humor zamienił się w gorzką, nie tylko piłkarską, ale wręcz życiową refleksję.

  Atutem spektaklu z pewnością była muzyka: klasyczne piosenki Andrzeja Zauchy, nawet w nowych aranżacjach, robią wrażenie i wywołują uśmiech na twarzy. Uśmiech towarzyszył mi również wtedy, gdy aktorzy i tancerki wykonywali swoją choreografię. Przedstawieniu miał towarzyszyć bowiem balet dziewczęcy - i dziewczęta, a jakże, były piękne i powabne jak baletnice, ale taniec ich był mało widowiskowy i jeszcze mniej skomplikowany. A szkoda! Był więc to uśmiech pokrywający lekkie rozczarowanie. Wiem, że taka była konwencja, ale o ileż przyjemniej by się oglądało całość, gdyby można było na scenie, obok niezłych aktorów, zobaczyć prawdziwe taneczne widowisko...

  Pomysł na spektakl był niezły. Widzowie mieli zobaczyć piłkarzy w codziennych sytuacjach, a spektakl miał odkryć przed nimi sportowe kuluary, uchylić rąbka tajemnicy tego, czym piłkarze żyją na co dzień, o czym rozmawiają w szatniach, jak się przygotowują psychicznie do sportowych rozgrywek itd. itp.
  Pomysł więc był niezły. Tym bardziej, że reżyserowi Marcinowi Kołaczkowskiemu udało się do przedsięwzięcia zaangażować świetnego komentatora sportowego Tomasza Zimocha. Dla sprawozdawcy była to typowo-nietypowa rola, w której zresztą sprawdził się, moim zdaniem, świetnie. Był naturalny, energetyczny i spontaniczny. Rola tego szalonego-reportera leżała mu jak ulał - w końcu grał samego siebie.
  W całości przedstawienia brakowało mi jednak pewnej spójności i iskry, która zapłonęła na samym początku, by powoli i systematycznie gasnąć. Chwilami miałam wrażenie, że aktorzy bawią się na scenie znacznie lepiej, niż publiczność na widowni. A chyba powinno być na odwrót. Pomysł więc był niezły, ale raczej zaprzepaszczony.

  W widowisku muzycznym nie szukałam sztuki przez duże "S" i nie nastawiałam się na przeżycie katharsis. Mimo to czuję lekki niedosyt i delikatne rozczarowanie. Ale wakacje się dopiero zaczęły, więc na tym nie koniec kulturalnych przyjemności. Apetyt zaś rośnie w miarę jedzenia. Czekam więc na więcej.

  Relację ze spektaklu można również obejrzeć tu:

 http://www.telewizjaolsztyn.pl/10,669-pierwsze_muzyczne_pilkarskie_widowisko.html





środa, 23 lutego 2011

"Eliminacje" bez owijania w bawełnę

            Czy zakład psychiatryczny to dobre miejsce na poszukiwanie miłości? Na własnej skórze chce się o tym przekonać bohater sztuki, który zamierza w nim przeprowadzić niecodzienne eliminacje na partnerkę swojego życia. Austriacka autorka – Silke Hassler – prowokuje wulgaryzmem, zaskakuje, ale też rozśmiesza. Tekst broni się sam, jednak dopełniony świetną grą aktorską, nabiera dodatkowych walorów. „Eliminacje” w reż. Emilii Sadowskiej to pełna słownej pikanterii odważna sztuka dla dorosłych, która zapewnia doskonałą rozrywkę na wieczór.

                                                                                                   "Eliminacje"
Reżyseria: Emilia Sadowska
Występują:  Marzena Bergmann, Katarzyna Kropidłowska, Irena Telesz, Radosław Hebal, Grzegorz Jurkiewicz;




           Tytułowe eliminacje są jedynie pretekstem do opowiedzenia historii o ludzkich tęsknotach, problemach i słabościach. Zaglądamy do świata, do którego na co dzień nie mamy dostępu, a który zawsze będzie nas jakoś fascynował. Szpital psychiatryczny, dom wariatów, wariatkowo, psychiatryk…

Już takie obrazy jak „Lot nad kukułczym gniazdem” czy „Przerwana lekcja muzyki” poruszały widzów. Okazuje się, że w tej materii nadal można coś nowego stworzyć i dopowiedzieć. Szpital psychiatryczny Hassler nie jest tak mroczny, jednak nadal pociągający. Niby podglądamy szaleńców w wariackich sytuacjach, ale po chwili nasuwa się refleksja, że przynajmniej niektóre okoliczności są nam dziwnie znajome. Sztuka skupia się bowiem na relacjach damsko-męskich, głównie na ich erotycznym aspekcie. Tu mężczyzna okazuje się kiepskim zdobywcą, a kobiety otwarcie wykrzykują swoje seksualne potrzeby, niezadowolenie i poczucie niespełnienia. Ponadto każda z osób tam zamkniętych nie tylko poszukuje prawdziwej miłości, ale też czuje się odseparowana i samotna. Wyizolowani w wyizolowanym świecie. Podwójnie smutne.

            Uwagę przykuwa ciekawa scenografia Katarzyny Stochalskiej. Scena, ubrana jakby w białe bandaże, nabiera dzięki nim klaustrofobicznego charakteru. Wrażenie trójwymiarowości powstaje natomiast dzięki umiejętnie rozłożonym podestom. Proste, ale jakie efektowne. Jako że przedstawienie bazowało głównie na słowie, aktorzy musieli liczyć jedynie na swoje sceniczne umiejętności. I choć niemal wszyscy wywiązali się z zadania, przykuwają uwagę i bawią, to przyćmiewa ich jednak Katarzyna Kropidłowska w roli Judyty. Wspaniale zarysowana  postać kobiety pełnej sprzeczności, która walczy ze swoimi lękami. Nie boi się mówić tego, co myśli. A mówi głośno i dosadnie. Mocnym akcentem sztuki jest także postać wykreowana przez Irenę Telesz, która to nawet z drobnej roli potrafi wyczarować godną zapamiętania perełkę. Blado wypada na ich tle natomiast Pielęgniarz (Grzegorz Jurkiewicz).

            Ciężko być samemu. Człowiek szuka partnera nieraz z czysto pragmatycznych względów. Chociażby dlatego, że w kark samemu nie da się… pocałować. O czym właściwie jest ten spektakl? O potrzebie kochania i bycia kochanym. Sama esencja „Eliminacji” wydaje się nieco gorzka, jednak spijamy też niejaką słodycz śmiejąc się z notabene wariackich sytuacji. Zaryzykowałabym tezę, że czasem cały świat jest takim wariatkowem i niemal w pewnym momencie zadzwoniło mi w uszach słynne zdanie z dramatu Gogola: „Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie.”


           Spektakl można obejrzeć w Teatrze Jaracza w Olsztynie, w siedzibie tymczasowej - CEIK-u.